Opublikowano:

Świąteczne wpomnienia

Coraz większymi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Jako dziecko lubiłam je najbardziej ze wszystkich w roku, pewnie ze względu na padający śnieg, spotkania dawno nie widzianych kuzynów i kuzynki. W te dni dziewczynki zawsze pięknie ubrane w wizytowe sukienki a chłopcy w eleganckich koszulach z muchami.  Ubieranie choinki, żartobliwe przepychanie się pod oknem  aby jako pierwszy  dojrzeć pierwszą gwiazdkę, rozpakowywanie prezentów. Trzeba było przy tym bardzo uważać, aby nie pobrudzić naszych eleganckich ubranek wizytowych. To wszystko sprawiało, że z wypiekami na twarzy czekałam na ten dzień.

Jako mała dziewczynka uwielbiałam pomagać mamie w kuchni, podczas przygotowań do Świąt. Na moją śliczną, nową sukienkę wizytową nakładam wtedy fartuszek uszyty przez mamę. Moją pierwszą, prawie samodzielną potrawą była kutia. Mama przygotowywała mi wszystkie składniki a ja dumna łączłam, mieszałam w tej nowej sukieneczce na specjalne okazje.

I dziś chciałabym podzielić się z Wami przepisem na tą właśnie kutię.

liczba porcji/6

czas przygotowania/50 min. (oprócz czasu potrzebnego na moczenie i gotowanie pszenicy oraz na gotowanie maku)

kaloryczność/ wysokokaloryczne

składniki:

szklanka ziaren łuskanej pszenicy;

szklanka suchego maku;

szklanka cukru pudru;

4 łyżki płynnego miodu;

mały kieliszek (50 ml) winiaku lub brandy;

10 dag rodzynek sułtanek;

3 kopiaste łyżki posiekanych orzechów;

3 kopiaste łyżki smażonej skórki pomarańczowej;

szklanka śmietany kremowej;

suszone owoce (morele, daktyle, śliwki) do przybrania deseru.

sposób przygotowania:

Umytą pszenicę moczymy w letniej wodzie, odstawiamy na całą noc. Następnego dnia cedzimy, zalewamy świeżą wodą i gotujemy do miękkości, zmieniając w trakcie gotowania trzykrotnie wodę. Gdy ziarna będą miękkie, odsączamy na sicie.

Wypłukany mak zalewamy 2 szklankami wrzątku, trzymamy przez 20 min. na niewielkim ogniu, odstawiamy do wychłodzenia. Rodzynki zalewamy alkoholem, odstawiamy do nasączenia. Miękki, chłodny mak odsączamy na bardzo gęstym sicie, przepuszczamy dwukrotnie przez maszynkę, po raz drugi na przemian z cukrem pudrem. Zmielony mak łączymy z miodem, odsączonymi rodzynkami, skórką pomarańczową, śmietaną i orzechami, całość łączymy z odsączoną pszenicą, układamy na okrągłym półmisku, kształtując „kopczyk” i wstawiamy do lodówki. Przed podaniem brzegi otaczamy rozdrobnionymi, suszonymi owocami, całość kropimy alkoholem w którym moczyły się rodzynki.

Tak przygotowaną kutię, zresztą najpyszniejszą na świecie pałaszowaliśmy wszyscy w tych naszych odświętnych ubraniach: sukienkach wizytowych, kompletach wizytowych dla chłopców, tatusiowie w obowiązkowych garniturach.

Jednak najbardziej pamiętam Święta Bożego Narodzenia, w które była chrzczona moja młodsza siostra – Ania. Tego ranka spadło mnóstwo śniegu a wszystkie szyby mróz umalował jakgdyby były utkane z najpiękniejszej koronki. Pamiętam jej uśmiechniętą, pyzatą buzię, jasne włoski. Na ten dzień mama uszyła jej śliczną, białą sukieneczkę do chrztu, na główce miała pasującą do sukieneczki wizytowej opaskę z kokardką. Wyglądała w niej jak mały aniołek.